„Najtrudniejsza lekcja, jakiej musiałem się nauczyć jako dorosły, jest nieustanna potrzeba kontynuowania, bez względu na to, jak zdruzgotany czuję się w środku”. Ernst Hemingway
Taki wpis wpadł mi w oczy na Facebooku kilka dni przed śmiercią mojego taty. Zrobiłam sobie zrzut ekranu i teraz oddaję to, co właśnie czuję…
Życie nie zatrzymuje się, gdy nasze serca są ciężkie, nasze umysły są złamane, a nasze dusze czują się, jakby się rozpadały. Ono wciąż się porusza – nieubłaganie, bez skrupułów – domagając się, byśmy poruszali się razem z nim. Nie ma chwili bezruchu, w której moglibyśmy delikatnie poskładać się z powrotem.
To wideo, opowiadające o moich doświadczeniach w Portugalii – pracując z parami portugalsko-polskimi, które przedwczoraj wrzucił na mojego YouTube’a kolega, który opracowuje moje nagrania pod względem technicznym – nagrywałam dokładnie 26 stycznia pomiędzy godziną 16:00 a 17:00 czasu polskiego, gdy mój brat właśnie w tym czasie znalazł naszego tatę nieżyjącego w moim domu….
Zawsze wyłączam telefon i wszystkie komunikatory, gdy nagrywam wideo, mam sesje coachingowe, pracuję… Gdy po nagraniu włączyłam mój telefon, dostałam od brata wiadomość o śmierci taty….
Tydzień ciszy na moim kanale YouTube i Instagramie, i teraz wrzucam filmy, które nagrałam przed śmiercią taty… Życie zawodowe toczy się jakby dalej… To wideo, które nagrałam o relacjach polsko-portugalskich właśnie w tę niedzielę śmierci mojego taty, będzie mi już zawsze przypominać… ja nagrywałam, a tata już umarł…
Wspomnienia bolesnych chwil
Będę pamiętać te zdjęcia i te filmy, które zrobiłam przed i po śmierci taty… Mam pamięć, która jest związana z emocjami.
Nie pamiętam, na przykład, nigdy dokładnie daty wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, ale pamiętam dokładnie ten moment, tę emocję, którą wtedy czułam (oczywiście – strach) oraz miejsce, gdzie wtedy byłam (oczywiście w naszym „małym pokoiku” – tak go naprawdę potocznie nazywaliśmy☺️), kiedy rodzice o tym głośno powiedzieli (do siebie) w mojej obecności. Pamiętam, że nie zrozumiałam słowa „stan wojenny” – pamiętam tylko to słowo „wojenny” i myślałam, że zaczyna się wojna… Nikt nam wtedy nie tłumaczył, co to oznacza: „stan wojenny”…
Zdziwiłam się tylko, że tata musi iść w niedzielę do pracy, i wtedy dostałam też taką odpowiedź od mamy: „Musiał iść do pracy – bo jest stan wojenny”… Czy stan wojenny ogłoszono w niedzielę? Jeśli ktoś to pamięta, niech proszę napisze w komentarzu… 🙏
Pamiętam dokładnie, gdzie byłam i co robiłam 11 września, w dzień zamachów terrorystycznych w USA… nie pamiętam roku. Pracowałam wtedy jako studentka na Targach Poznańskich, jako tłumacz u niemieckiej firmy, i pamiętam, jak w jednym momencie rozmowy w całej hali targów zamarły, a Niemcy zaczęli wyciągać monitory i telewizory, i wszyscy oglądaliśmy z przerażeniem obrazy z USA….
Nie pamiętam daty śmierci Papieża Jana Pawła II, ale pamiętam ten moment, te emocje, gdzie i z kim byłam… Teraz, z perspektywy czasu, nie jestem z tego dumna, jak zareagowałam, ale widocznie wtedy byłam w takim miejscu świadomości i emocjonalnym stanie…
Nie rozumiałam wtedy tej żałoby po śmierci Papieża, tego poruszenia – nawet się trochę z tego „podśmiechiwałam” 😞… z tego, że w tym dniu zamknęli restauracje i dyskoteki w Polsce…
Patrzałam z innej perspektywy – z perspektywy, że każdy, kto żył dłużej niż moja mama (miała 42 lata, gdy umarła), powinien być wdzięczny, że dane mu było tak długo żyć… Że każdy, komu zmarł rodzic albo ktoś bliski i kto żył dłużej niż 42 lata, był szczęściarzem…
Zmieniłam to zdanie dokładnie 26 stycznia 2025 roku – w dniu śmierci mojego taty…
Refleksje osobiste i nowe początki
Tak naprawdę nikt nie potrafi wczuć się w czyjąś sytuację, w czyjeś decyzje, zachowanie – jeśli nie przejdzie sam tej samej drogi… A nie ma na całym świecie takiej drugiej osoby, która przeszła dokładnie taką drogę jak ty czy ja…
Nie zawsze potrafiłam się wczuć w smutek bliskich mi osób, którym umarł któryś z rodziców, bo zawsze sobie myślałam: „I tak żył(a) dłużej niż moja mama… I tak miał(a) łatwiej…, miał(a) dłużej swoją mamę czy tatę…” Jeśli kogoś tym uraziłam, to przepraszam, ale inaczej nie umiałam…
Teraz wiem, że strata rodzica zawsze rozdziera serce, niezależnie od tego, w jakim wieku była mama czy tata…
Teraz śmiem powiedzieć, że im jestem starsza, tym mocniej przeżywam śmierć bliskich mi osób…
I wiem, dlaczego, bo jak się ma 14 lat i odchodzi rodzic – w moim przypadku była to mama – to ten młody człowiek, na całe szczęście (natura dobrze to wymyśliła), nie zdaje sobie sprawy, ile będzie przed nim jeszcze momentów tęsknoty, pustki, bólu… Na całe szczęście nie przypuszczałam wtedy, ile będzie jeszcze chwil w moim życiu, że będzie mi jej straszliwie brakować… Jej troski, gdy stresowałam się sprawdzianami, jej dumy, gdy dostałam się na studia, mojego ulubionego tortu: „Niebo w gębie” na spotkaniach rodzinnych oraz zapachu herbaty z świeżej mięty z ogrodu, którą serwowała nam przez cały okres letni… Brakowało mi jej bardzo w okresie studiów, gdy wracałam do domu na weekend i tam nie byłam rozpieszczana obiadami, które zazwyczaj miały moje koleżanki ze studiów. Sama musiałam ugotować sobie… Dobrymi, domowymi obiadami rozkoszowałam się, wracając po weekendzie z powrotem do Poznania, które dostawaliśmy wtedy od mamy mojego ówczesnego chłopaka, co wspominam z wielką wdzięcznością – poczuć się znów jak córka, choć na parę lat…
Ślub bez mojej mamy, rozwód bez mojej mamy, drugi ślub bez mojej mamy… Zawsze sobie zadawałam pytanie: „A co byś mi doradziła…?”
Największy ból mamy odczułam jednak chyba, gdy sama zostałam mamą…
Teraz śmierć taty boli dotkliwiej, bo już wiem, jak wiele będzie momentów, gdy mi go będzie brakować… Gdy powiedzieliśmy mojemu tacie, że latem 2025 roku wracamy z USA do Niemiec, to mówił, że mamy mu tam pokój dla niego szykować….
To będzie pierwsza przeprowadzka bez pomocy mojego taty, który miał cierpliwość do składania szafek bez instrukcji obsługi, pomieszanych i popakowanych przez firmy przeprowadzkowe, bez ładu i składu (im chodziło głównie o szybkość pakowania) i rozchodzących się po kolejnej przeprowadzce we wszystkie strony… Nie denerwował się, składał jedną po drugiej, szukał jakichś prowizorycznych rozwiązań (na które ja się potem denerwowałam☺️) i robił swoje…
Pożegnanie i pamięć
W jedną noc przed pogrzebem mojego taty – mój syn i ja nie mogliśmy spać – wkuliłam się do łóżka mojego syna (tak jak to cały rok robiłam z moim tatą po śmierci mojej mamy) i mój syn, po raz pierwszy sam z siebie, zapytał: „A jakie by było nasze życie, gdyby żyła Twoja mama…?” Nie pytał się wcześniej nigdy, jaka była moja mama, bo często słyszał ode mnie, że była nerwowa i często „dostawało” nam się z bratem klapkiem, w którym chodziła – bo była zawsze pod ręką albo nogą 😉…
„Nasze życie byłoby takie, że gdy byśmy tu przyjeżdżali, to czekałaby tutaj zawsze z najlepszym plackiem na Ciebie – z Twoim ulubionym, i ten placek byłby nawet lepszy niż cioci Hani…” Tego sobie mój syn nie umie wyobrazić lepszego placka lub kotleta od tego od cioci Hani… ale tak by było…
Mój tata nie widział potrzeby nas „rozpieszczać” i kupować jakieś nasze ulubione rzeczy, wolał nam dawać zawsze „w kopertę”, żebyśmy sami kupili to, co lubimy… I nigdy nam nie żałował „w kopercie”.
Choć ostatni raz, gdy przyjechaliśmy na święta Bożego Narodzenia 2024 roku, to ja po raz pierwszy nie dałam tacie konkretnych wytycznych, co i gdzie ma kupić, tylko mu powiedziałam, co ma mniej więcej kupić i ma sam zadecydować. I to było niesamowite, ile rzeczy kupił, które my lubimy – pierniki z lukrem i bez, zupy w słoikach, ulubiony chleb „zbójecki”, po który musiał specjalnie wcześnie rano wstać i pojechać do piekarni, do której on nie jeździ… Pamiętam, że powiedziałam mu, że widzę, ile rzeczy dla nas kupił i zorganizował, i doceniam to, bo wiem, że to nie było wszystko „po jego myśli” ☺️, a mimo wszystko wyszedł ze swojej strefy komfortu i to zrobił dla nas… Jak dziś się cieszę, że powiedziałam mu to wtedy, a nie tylko pomyślałam….
Nowy etap
Tak, zaczyna się nowy etap w moim życiu… Na pewno ta śmierć przełoży się w jakiś sposób także na moje życie zawodowe… Widea przed i po śmierci taty…
Mój tata oglądał na początku moje widea, bo prosiłam go o to – ale w pewnym momencie zapytał, czy ma je jeszcze oglądać, bo go to zbytnio nie interesuje… 😀 „Już nie musisz… mam już słuchaczy, których to interesuje, ale dziękuję, że zapytałeś” – odpowiedziałam….
Poniżej link do wideo – 😉