Dzisiaj, 26 lutego, mija miesiąc od śmierci mojego taty. Są takie daty, których już nigdy nie zapomnę. Nie zapomnę ich nawet wtedy, gdybym akurat była na wakacjach i wcale nie myślała o kalendarzu. Moje ciało czuje to już na kilka dni przed. Tak samo mam z 9 października, dniem, w którym odeszła moja mama. Nieraz musiałam się chwilę zastanowić, czy to był rok 1991 czy 1992, ale nigdy nie zapomniałam tej konkretnej daty.
Wiem, że pierwszy miesiąc po śmierci jest najtrudniejszy. Potem staje się odrobinę łatwiej… i potem pierwszy rok, a następnie każdy kolejny. Ból i puste miejsce po wyrwanym sercu stopniowo przeobrażają się w wdzięczność – za to, że było się częścią życia osoby, która odeszła.
Moc wspomnień i znaczenie dat
Niektóre daty i liczby pozostają w pamięci na zawsze. Mój tata też je pamiętał. Doskonale znał daty imienin i urodzin bliskich, nawet gdy nie miał ich nigdzie zapisanych. Rozpoznawał znajomych na drogach po numerach rejestracyjnych, a nie po marce samochodu. Pamiętał PESELE nas wszystkich i bliskich, a potem numery telefonów, zanim przestaliśmy je wpisywać na klawiaturach telefonów.
Sentymentalna podróż w czasie
Ja też jestem sentymentalna. Gdy przejeżdżam przez Poznań, mówię z tkliwością: „O, tu mieszkałam, tym tramwajem jeździłam, tu studiowałam”. I zawsze mam do tego jakąś historię, a mojego męża, jako wiernego słuchacza, bardzo to interesuje. Syn na razie jeszcze mniej się tym przejmuje.
W każdym mieście, w którym mieszkałam z mężem, pamiętam pierwszą restaurację, w której zatrzymaliśmy się podczas poszukiwań domu. Lubię tę moą melancholię, choć czasami ceną za nią są smutek, łzy i poczucie tęsknoty. Czasem zastanawiam się, czy nie żyję zbyt mocno przeszłością…
Cyfrowe wspomnienia na co dzień
W naszym domu w USA mamy na ścianie w kuchni Alexę od Amazona. To małe urządzenie pomaga nam organizować terminy, tworzyć listy zakupów i przypomnienia. Przy śniadaniu oglądamy na niej „ABC News”, a przy leniwej kolacji – „Beverly Hills 90210” (serial mojego nastoletniego czasu, który syn polubił).
Zazwyczaj nie oglądam telewizji, nie mam ulubionych programów i nie korzystam z platform streamingowych jak Netflix. Ale Alexie dałam wyjątek.
Na ekranie Alexy przewijają się tysiące moich zdjęć. Kiedy przechodzę przez kuchnię, często pojawia się jakieś zdjęcie taty. Nieraz się zatrzymuję, wzruszam, uśmiecham, robię zdjęcie ekranu i wysyłam bliskim.
Po jego śmierci przez moment myślałam, że wyłączę funkcję wyświetlania zdjęć. Ale szybko doszłam do wniosku, że to nie byłoby zgodne ze mną. Wspomnienia są częścią mojego życia i nie chcę ich wymazywać.
Tata, który żyje w pamięci
Wiele zdjęć pamiętam dokładnie gdy je robiłam i z jaką myślą je robiłam – że na przykład wyślę je konkretnie do tej czy innej osoby z pozdrowieniami i przypomnieniem, że jestem i pamiętam, albo że wystawię na mediach społecznościowych, albo jak to mówię zawsze mojej rodzinie w Niemczech: „Jedno zdjęcie na pamiątkę” 😀

To zdjęcie taty zrobiłam 18 kwietnia 2020 roku w Bad Waldsee gdy ze względu na pandemię, pobyt taty u nas się przedłużył. Spędziliśmy wtedy prawie dwa miesiące w mocnym zagęszczeniu w domu w Bad Waldsee 🙂, bo mieszkał u nas wtedy rok nasz wspaniały student z Argentyny Augustin, mój mąż pracował w domu, mnie wtedy zwolnili z pracy 😀, syn miał szkołę online i było niemałe zamieszanie w domu…Jak każdy zaczął włączać swoje urządzenia elektroniczne, to musieliśmy zaopatrzyć dziadka w słuchawki… 😀 Po jakimś czasie wszyscy się zaaklimatyzowaliśmy w tym tłumie w domu i wspominam ten czas bardzo ciepło. I co za energia, że akurat jak teraz piszę ten tekst, to dostałam wiadomość Whatsapp od Augustina, że myśli o mnie i o moim tacie…
Mój tata porozumiewał się ze wszystkimi w każdym kraju bez znajomości języka… Także z Augustinem dobrze się dogadywali… 😀 po hiszpańsku….
Nauczył się jednego powitania po niemiecku: „Guten Morgen”, którego używa się tylko w godzinach porannych w Niemczech, a on mówił sąsiadom: „Guten Morgen” także wieczorem i wzbudzał tym sympatię i uśmiech u drugiego człowieka…
Pamiętam, że wtedy coraz więcej jego znajomych, przyjaciół, rodziny – także w jego wieku otwierało się na rozmowy z nim przez kamerę/online, no właśnie bo nie było możliwości spotkać się offline.
Pożegnanie
Czasami robiłam tacie zdjęcia na Facebooka. To, które zrobiłam wtedy, nie przypadło mu do gustu. Dziś mi się podoba. On kiwa ręką jakby na pożegnanie, a ja myślę: „Na jakiś czas się z nami pożegnałeś, ale spotkamy się w innym wymiarze…”
Spoczywaj w pokoju i wspieraj nas z innej przestrzeni. ❤️