W którą stronę kręcić kierownicą podczas parkowania tyłem?

14.03.2025

Po tylu latach ukrywania mogę się przyznać: jako córka instruktora nauki jazdy nie wiem, w którą stronę kręcić kierownicą podczas parkowania tyłem – czyli wjeżdżając w tzw. kopertę! 😅

Wiem, że nikt, kto nie ma tej „przypadłości”, nie zrozumie tego, ale jednocześnie wiem, że są ludzie tacy jak ja. Ludzie, którzy podczas parkowania tyłem kompletnie się dezorientują i nie mają pojęcia, w którą stronę kręcić kierownicą, aby skręcić koła we właściwym kierunku.

Czy to rodzinne? 🤔

Znam kilka takich osób osobiście – na przykład moja ciocia Mariola, siostra mojej mamy. Uczyła się jeździć u mojego taty i bardzo szybko zauważyła u siebie „tę dolegliwość”. Mówiła o tym otwarcie, również mojemu tacie, że nie ma pojęcia, jak sterować kierownicą podczas tych manewrów.

Ja również to kiedyś u siebie rozpoznałam, ale nigdy nie przyznałam się do tego tacie – i nikomu innemu też… aż do dziś! 🫣

Tajemne ćwiczenia na „placu” 🚘

Pamiętam, że kiedyś gdy moja bratowa Magda uczyła się manewrów parkingowych na tak zwanym „placu” (tak nazywaliśmy to miejsce gdzie przebywał nasz tata ucząc kursantów tych skomplikowanych manewrów) i ja tam nieraz ją zawoziłam to wzięłam raz nasz samochód od nauki jazdy  i postanowiłam, że sobie trochę poćwiczę (bez taty i bez świadków) to kręcenie tą kierownicą. Jeździłam już wtedy dobre 5 lat autem i uważałam się już wtedy za dobrego kierowcę

Jak przybyłam na „plac” to nie byłam oczywiście sama… Było wielu innych instruktorów, kursantów, przechodniów… no ale nie było mojego taty, więc ambitnie zaczęłam ćwiczyć to wjeżdżanie do koperty… Trochę się ludzie patrzyli na te moje manewry, wsiadałam i wysiadałam z samochodu, patrzyłam w którą stronę kręcą się te koła jak ja jadę do tyłu i kręcę tą kierownicą… Podszedł do mnie  nawet pewien instruktor i powiedział: „No naprawdę nie pomyślałbym Honoratka, że Ty tak sobie nie radzisz z tym parkowaniem….”☹️

Niby mi się wydawało, że coś tam pojęłam z tymi kierunkami, ale w praktyce nie bardzo widziałam różnicę. Jak musiałam wjechać między dwoma samochodami, to moje „logiczne” myślenie się wyłączało. 

Czy to oficjalnie nieodkryta przypadłość?

Zastanawiam się czy instruktorzy albo egzaminatorzy nauki jazdy wiedzą o takim „zaburzeniu” braku wyobraźni, w którą stronę kręcić kierownicą podczas parkowania do tyłu…😁 🤔?  Może rodzinnie Magda – jako egzaminatorka po fachu coś wie na ten temat? Albo Pan Pilarczyk, którego tata bardzo cenił w swojej branży… 

❓ Może to coś w rodzaju niezdiagnozowanej do tej pory przypadłości, tak jak kiedyś nie wiedziano, że uczniowie z problemami ortograficznymi mogą cierpieć na dysleksję?

Jestem ciekawa, kto napisze mi wiadomość po przeczytaniu tego wpisu:

👉 „Ej Honorata, ja też tak mam! Myślał:m, że jestem jedyną/jedynym!” 😆

Portugalska garaże i parkingi 🇵🇹

Moja przypadłość kręcenia nie w tą stronę dała się bardzo mocno we znaki podczas naszego mieszkania w Portugali 

Jak przyjechał do nas do Portugali mój tata to od razu zaczęłam z nim ćwiczyć wjeżdżanie do naszego garażu. Próbowałam przy wsparciu mojego taty wielokrotnie wjechać do naszego ciasnego garażu bez konieczności poprawiania po x-razy ale z małym skutkiem… Mój tata i syn mówili mi, w którą stronę mam kręcić kierownicą a ja siedzę w tym aucie kompletnie zdezorientowana i na koniec byłam zawsze już tak blisko ściany, że musiałam znów podjeżdżać w górę i zaczynać wjeżdżanie do garażu od początku….

Ostatecznie nie bardzo mi to wychodziło, więc zostawiałam to auto w garażu i jeździłam naszym drugim autem, które stało na dworze.

USA – tu się jeździ i parkuje się łatwiej! 🇺🇸

Gdy przyjechaliśmy tu do USA dosyć szybko dałam mojemu synowi pojeździć naszym dużym amerykańskim autem po naszym podwórku, wjeździe i sąsiedztwie i szybko zauważyłam, że na szczęście zdolności jazdy i sprawnego parkowania (również do tyłu) odziedziczył po swoim wujku Radku a nie po dziadzi (który jeździł tylko „powolutku”) i nie po moim mężu, z którym wiele osób na skutek jego ciągłego gwałtownego hamowania i dodawania gazu oraz szybkiej prędkości wymiotują w aucie 🤨 (szczególnie dzieci) 

Alex, dziadzia i ja czekaliśmy z niecierpliwością na 16-stego lutego 2025 roku kiedy dziadek miałby 79 lat a Alexander dokładnie 15 lat i 6 miesięcy i może przystąpić do teoretycznego testu tutaj w USA na prawo jazdy. Niestety dziadzia się nie doczekał tego dnia….

Alex zdał tutaj w USA swój teoretyczny egzamin na prawo jazdy, niestety z moim statusem emigracyjnym urzędnicy nie wyrazili zgody na to, abym ja była tą osobą, która uczy go jeździć, tak jak tutaj to jest zazwyczaj praktykowane. Tak mi tego szkoda 🥲, wiem, że mój syn nie mógł się doczekać oficjalnej jazdy samochodem i ja też na to czekałam, móc być instruktorką nauki jazdy własnego syna.. Mogłabym go wysłać oficjalnie do szkoły nauki jazdy tu w Cleveland  za skromne 3800 Dolarów (witaj amerykański kapitaliźmie – obcokrajowców nie chcemy ale pieniądze od nich uwielbiamy 🤮) ale zrezygnowaliśmy z tego „przywileju”.

Alex i tak nie mógłby przystąpić do egzaminu, bo dokładnie 16 lat ma 16 sierpnia, a nas już tutaj nie będzie. Chciałam mu jednak umożliwić, aby sobie tu trochę pojeździł, ale mimo pomocy ze strony moich amerykańskich przyjaciół i licznych wizyt w licznych urzędach nie dało się tego zmienić.

Prawo jazdy w Niemczech 🇩🇪

Mój tata dał już nawet Alexandrowi około dwa lata temu pieniądze na prawo jazdy, gdy dokładał swojej wnuczce na jej pierwsze auto, ale w takim razie te pieniądze wydamy z w kraju, do którego wracamy czyli w Niemczech i z takim poczuciem, że stosunek „cena – usługa – podatek”  są w tym kraju fair… Prawo jazdy w Niemczech kosztuje około 2000 Euro – w zależności od tego ile dodatkowych godzin wykupisz. Mój mąż zawsze zaznaczał, jak to drogo 😉 jest w  Niemczech zrobić prawo..Niektóre rodziny zakładają już swoim kilkuletnim dzieciom taką „książeczkę oszczędzania na prawo jazdy”  no więc może mój tata na wszelki wypadek dał wnukowi „zawczasu” pieniądze na prawo jazdy, żeby nie został bez prawa jazdy….jako młody człowiek.   Mój tata powtarzał, że największą radość ma się właśnie z prawa jazdy i jeżdżenia autem jak się jest młodym – pewnie dlatego zawsze mieliśmy już jako uczniowie z bratem jakieś auto do dyspozycji do „tej radochy”.

I myślę, że to prawda – jako nastolatka miałam największą radochę i dumę jak podjeżdżałam nowym Cinquecento do liceum albo potem na studiach mieliśmy do dyspozycji Fiata Punto tudzież Uno (jak widać tata miał ukrytą miłość do aut włoskich – zawsze wersja podstawowa – zero bajerów, gadżetów, zero fancy  dodatków…. )

Uważam się też za dobrego kierowcę (wyłączając moją dolegliwość parkowania), już jako młoda dziewczyna jeździłam w korpo w podróże służbowe po 1000 kilometrów do Niemiec (gdy w mojej pierwszej pracy przelot samolotem do głównej siedziby w Niemczech  nie wchodził w ogóle w grę 🥺 – co za czasy, żeby puszczać pracowników w takie długie podróże bez nawigacji itd.) 

Dzieci mojego męża – gdy jeździliśmy dwoma samochodami na wakacje zawsze wybierali jazdę ze mną a nie ze swoim tatą i mi mówią, że lubią mój styl jazdy.. i wolą jak ja siadam za kierownicą a nie ich tata. Miałam wprawdzie kilka stłuczek w swojej karierze kierowcy, czego mój mąż naprawdę nie miewa, mimo, że ma z pewnością na swoim koncie kierowcy podwójną, jeśli nie potrójną liczbę przejechanych kilometrów, ale ja mam chyba taki balans jazdy, który sprawia, że moi pasażerowie lubią ze mną jechać.

Lubię także szybką jazdę, ale już teraz trzymam się grzecznie ograniczenia prędkości na niemieckich autostradach. Miałam taką sytuację, że jechałam sama z Ostrowa do domu w Niemczech i byłam z siebie taka zadowolona, że przejechałam w 9 godzin 900 kilometrów, ale w miesiąc później przyszedł list, że wolno mi oddać na miesiąc moje prawo jazdy za przekroczenie prędkości…😖  Łudziłam się jeszcze, że może nie będę musiała go oddać, bo ciągle miałam jeszcze polskie a nie niemieckie  prawo jazdy, ale ostatecznie to nic nie pomogło…. Oddałam je więc w wybranym przeze mnie czasie z pokorą i wyciągnęłam lekcję, że nie warte mi to było. Miesiąc bez prawa jazdy bolało i kosztowało wysiłku – z kim pojadę do pracy, z kim wrócę, kto odbierze moje dziecko ze szkoły itd… Męża oczywiście nie było na miejscu w ciągu tygodnia…więc jeszcze bardziej bolało… 

Przygody z wąskimi uliczkami i parkowaniem w Portugalii  🇵🇹

Mamy z synem wiele zabawnych historii z przygód na portugalskich drogach, gdy mieszkaliśmy tam 2 lata. Tam jazda samochodem była dla mnie prawdziwym stresem. 

Wszyscy obcokrajowcy w Portugalii przyjechali swoimi szerokimi i dużymi autami (albo takowe zakupili jak na przykład obywatele z USA) a tam w Portugalii takie małe garaże, miejsca do parkowania i wąskie ulice. Ulice były często tak wąskie, że jak mijały się takie dwa szerokie auta w „newralgicznych” miejscach (takie było zawsze w drodze do szkoły syna), to nie dało rady przejechać a wycofać też już było trudno (szczególnie dla mnie 😀 ) Dosyć szybko musiałam poprosić o pomoc syna, żeby wysiadał ze samochodu i pokazywał mi jak mam jechać i w którą stronę kręcić… 

Szkoła syna była położona bardzo malowniczo pomiędzy Lizboną i Cascais i można to sobie wyobrazić jakby to była taka miejscowość / wioska jak Gutów, z którego mój tata się wywodził, a którym nigdy się nie zachwycał, że jest malowniczy nawet jak powstał tam „Pałac w Gutowie” to też się nie zachwycał ani tym pałacem ani tą wiejską idyllą w Gutowie.  No więc samo położenie szkoły było może piękne, ale dojazd tam był dla mnie horrorem… Były takie miejsca, gdzie po jednej i drugiej stronie był jakiś płot betonowy, przed tym zakręt i już dojeżdżając do zakrętu trąbiło się z takim nieoficjalnym sygnałem dla innych kierowców: „Ja jestem za zakrętem, więc zatrzymaj się”. Oczywiście nikt się nie zatrzymywał, bo wszystkim się spieszyło, więc często dochodziło do takiej sytuacji, że któryś z kierowców (często kierowca jakiegoś autobusu) wychodził z pojazdu i zaczynał kierować ruchem. Robił się wielki chaos, w tym czasie już się próbowało wepchnąć parę innych samochodów i potem wszyscy musieliśmy się cofać nie raz o jakieś 600-800 metrów. O zgrozo, ile mnie to nerwów kosztowało… a w około same wielkie, drogie auta… I jak tu się nie stresować, że ich nie przytrę z tą moją ukrytą dolegliwością… 😀

Różnice kulturowe w jeździe samochodem 🚗😄

„Lekkie” przytarcie samochodem w Portugali wydawał się dla Portugalczyków niewielkim problemem dla Niemca jednakże to był wielki cios 😀. Kiedyś przyszłyśmy z koleżankami do mojego auta a tam taki obdarty bok mojego auta i żadnej wiadomości od kierowcy, który przytarł..

W Niemczech jakiekolwiek przytarcie i odjechanie bez zostawienia kierowcy auta wiadomości za wycieraczką z „przyznaniem się do winy” lub nie poczekanie na kierowcę tego auta jest kwalifikowane jako „ucieczka z miejsca wypadku” i jest odbierane prawo jazdy na 3 miesiące. Pamiętam, jak wyprowadzałam się w styczniu 2008 roku do Niemiec moim srebrnym koreańskim Daewoo, zabierając część mojego majątku z Polski to miałam przyjemność być kierowcą całe 900 kilometrów, gdyż mój mąż oddał właśnie na 3 miesiące prawo jazdy za taką „ucieczkę z miejsca wypadku”. Ponoć wyjeżdżał z parkingu ze swojej firmy i przytarł jakiś samochód, nie zauważył tego i odjechał, ale jakiś „życzliwy” z pracy zgłosił go na policję i tym sposobem mimo sprawy w sądzie musiał oddać swoje prawo jazdy na 3 miesiące. Jedynym plusem w Niemczech jest to, że termin oddania prawo jazdy możesz sobie wybrać, więc mój mąż sobie go wybrał, kiedy ja mogłam go wozić…😀

Pamiętam taką jedną sytuację, że wracam na parking szkolny do mojego auta w miejscowości gdzie mieszkaliśmy, patrzę a tam za wycieraczką jakaś kartka z taką informacją, że ta osoba bardzo przeprasza, że otwierając drzwi swojego samochodu, uszkodziła mój i że bardzo jej przykro i że mogę się do niej zgłosić to oficjalnie zgłosimy „tą szkodę” do ubezpieczenia. Bardzo dokładnie przyglądałam się moim drzwiom i naprawdę nie widziałam żadnej szkody… Gdy powiedziałam o tym mojemu mężowi to z wielkim wysiłkiem dostrzegł „coś uszkodzonego” 🥺 i chciał to zgłosić. To był jeden z tych momentów, gdy nasze różnice polsko niemieckie były na chwile nie do ogarnięcia. Powiedziałam mężowi, że jak zgłosi taką szkodę, to ja składam pozew o rozwód (to był jeszcze ten czas świadomości w naszej relacji kiedy myśleliśmy, że takie szantaże rozwiążą jakiś problem…😉) no i jednak nie zgłosił tej szkody.. 

 Ludzie w Niemczech są tak wystraszeni, że „uciekli z miejsca wypadku” nie zauważając, że dotknęli swoimi drzwiami inne drzwi lub że przytarli i zrobili jakąś rysę, że wolą „na wszelki wypadek” zgłosić „szkodę” a dla mnie takie wykorzystywania jakiś luk w prawie to NoGo.

W każdym kraju są dobre i złe strony 

Uwielbiam szerokie drogi, parkingi, wjazdy w USA. Nie muszę się nigdzie „wciskać” moim autem, zawsze jest wystarczająco miejsca na wycofanie, zakręcenie, zaparkowanie tyłem (czego jednak z wiadomych względów nie preferuję..) 

Gdy mój syn narzeka, że jest krótka kolejka do wjazdu albo wyjazdu  do/ze szkoły to zawsze mu przypominam jaki chaos to był przy jego portugalskiej szkole… Tak szybko się zapomina luksus jaki się ma… Tutaj wszyscy wjeżdżamy wężykiem na teren szkoły, jest wystarczająco miejsca dla uczniów, którzy przyjechali swoim samochodem i rodziców, którzy przywieźli swoje dzieci… Bez stresu i ciasnoty jest możliwość objechania szkoły tak,  że bez żadnego wysiłku opuszczasz teren szkoły i parkingu… 

To jest na pewno jedna ze stron, które tu bardzo cenię, ale nie wszędzie w Ameryce jest taka sytuacja na drogach.  Stan California czy Nowy Jork jest także bardzo problematycznym stanem jeśli chodzi o miejsce na drogach, tłoczność, brak wystarczającej ilości parkingów oraz przerażająco wysokie ceny za parkowanie.

Dziękuję, że przyczytał:ś ten wpis do końca i pozdrowienia dla Wszystkich kierowców 🚗
Twoja Honorata 

Honorata Rauss

Moją podróż rozwoju osobistego rozpoczęłam krótko przed czterdziestką, a moimi głównymi inspiratorami byli i nadal są niemieccy mentorzy tacy jaki Laura Malina Seiler, Robert Betz, Veith Lindau oraz w obszarze związków miłosnych amerykańscy terapeuci tacy jak Esther Perel czy tez John Gottman.

Udostępnij wpis

Facebook
Twitter / X
LinkedIn
Pinterest
Telegram

Sześciomiesięczny program transformacyjny dla par po zdradzie

Czy doświadczyłeś/aś zranienia, zdrady lub rozczarowania w związku? Czy mimo to wierzysz, że Twoja relacja zasługuje na drugą szansę? Ten program jest właśnie dla Ciebie – niezależnie od tego, czy chcesz odbudować obecny związek, rozpocząć nowy rozdział, czy odnaleźć się jako singiel.

Mogą Cię zainteresować

Populizm Trumpa opiera się na prostych hasłach, które trafiają do ludzi tęskniących za „lepszymi czasami”. Jednak świat jest bardziej złożony i wymaga głębszego zrozumienia. W artykule pokazuję, dlaczego łatwe rozwiązania to tylko iluzja i jak nauki Junga mogą pomóc nam lepiej zrozumieć współczesne wyzwania.
Czy czujesz, że rany z przeszłości ciągle wpływają na Twoje obecne relacje? Przeprowadzka z USA do Niemiec to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy problem leży głęboko – w emocjach, które nosisz od dzieciństwa. Dowiedz się, jak rozpocząć proces uzdrawiania i dołącz do programu „Odbuduj miłość”. Nigdy nie jest za późno na wyleczenie ran.
Czy Twoje życie intymne sprowadza się do wyjątkowych okazji, jak Sylwester, urodziny czy rocznice? To może być znak, że wpadliście w pułapkę SGJ. Odkryj 8 wskazówek, jak ożywić swoje życie seksualne i odbudować bliskość w związku. Nigdy nie jest za późno na leczenie ran i znalezienie nowego początku. Zarezerwuj sesję coachingową i sprawdź program „Odbuduj miłość”!